Matka, która w domu siedzi z dziećmi i nie chodzi do pracy leży, odpoczywa albo po prostu się nudzi. Znacie to? Przecież jak można zmęczyć się siedzeniem i nicnierobieniem? Przecież dzieci wychowują się same, dom sam sprząta, jedzenie samo się zrobi… Po prostu wszystko, jak za dotknięciem magicznej różdżki, robi się samo i po prostu jest, ot tak!

Dziś opowiem Wam jak to wygląda w rzeczywistości. Wbrew opinii wielu osób (szczególnie mężczyzn) nie leżę i nie pachnę. Ja pracuję 24 godziny na dobę. Dobrze czytasz! Pracuję nawet kiedy śpię, dniami i nocami, w weekendy, święta i dni powszednie.

Jak wygląda przykładowy dzień zwyczajnej matki, takiej jak ja, która w domu ma pełnego życia 3-latka i na dniach spodziewa się drugiego dziecka?

Kartka z kalendarza matki
17.03.2017 (piątek)

5.00 Po raz 9 tej nocy budzę się ze względu na nocne wędrówki kobiet ciężarnych do łazienki. Połowę tych pobudek zawdzięczam mojemu 3-latkowi, który nadal budzi się w nocy i woła: Mamoooo! Tak długo, dopóki do niego nie przyjdę i go nie przytulę lub pogłaszczę. Już wiem, że jest to koniec mojego snu. Wyśpij się w ciąży – powiadają – bo potem noworodek nie da ci spać. Uwierz mi, że już ciąża nie da ci spać, więc śpij całe życie, kiedy tylko możesz, bo w ciąży wcale się na zapas nie wyśpisz.
7.00 Z pokoju dziecięcego słychać dobrze znane: Maaamooo! Wstaję niczym robot i ruszam na ratunek. Teraz pora na poranną porcję przytulania, buziaków i wyznań miłości.
7.30 Po przytulaniu przychodzi pora na rutynową wycieczkę do łazienki. Najpierw sika biedronkowa Śliwa z Gangu Świeżaków, po niej dopiero jej 3-letni przyjaciel. W międzyczasie wstawiam pierwszą pralkę. Może jeszcze poleżymy? Gdzież tam! Mamo, proszę jajo z boczusiem, chleb i „batę” (herbatę). Ogarniam się więc w trybie przyspieszonym, bo przecież dzieci do cierpliwych nie należą i ruszamy szykować śniadanie.
8.30 Stawiam przed pierworodnym talerz ze śniadaniem. Dziś ulubiony repertuar, czyli: jajecznica z boczkiem, chleb z masłem i herbata. Dziecię je czasem samo i wtedy mam czas na przygotowanie sobie śniadania i zjedzenie czegoś ciepłego. Jeśli ma gorszy dzień dosłownie „wisi na mnie” i nie odrywa się od mojej szyi. Oczywiście wybłaga karmienie. Ja dojadam to co zostało na jego talerzu i już słyszę: Mamo, chcę się bawić. Pobaw się ze mną! Szybko szykuję śniadanie i jem je w trybie maksymalnego przyspieszenia.
9.00 Rozwieszam pranie na raty, bo mój 3-latek rozpoczyna niekończącą się litanię pytań: Mamo, a po co? Mamo, a czemu? Mamo, a co to?
9.35 Pranie prawie rozwieszone. Prawie, ponieważ część leży już na podłodze – Mamo, ja chcę tylko pomóc… Wiem synku, wiem i dziękuję. Kończę rozwieszać pranie i wstawiam kolejną pralkę. Wczoraj poszły już dwie, dziś kolejne dwie i na kilka dni będzie spokój. Teraz pora poprasować wczorajsze pranie. Zanim jednak zacznę pracować dostaję specjalną misję odnalezienia pasażerów statku należącego do wyposażenia drewnianej kolejki, nalania picia i znalezienia Śliwy, która znowu się gdzieś zapodziała. Nie brakuje też próśb o natychmiastowe rozpoczęcie wycinania, rysowanie czy klejenia.
10.00 Żelazko czeka, pranie też. Trudno musi poczekać. Rozlewa się woda, którą przed chwilą dałam synkowi do picia. Zaczynają się prośby o bajkę, książkę, rozłożenie kolejki i inne niekończące się litanie pomysłów na zabawy. Prasowanie czeka nadal, zmywanie naczyń też. W między czasie odkładam rzeczy na swoje miejsce, szukam zabawek, karmię, poję i zabawiam 3-latka.
11.00 Zabieram się za prasowanie – w końcu. Udostępniam nasze łóżko na tor dla wszelkiej maści aut i pojazdów. Dzwoni telefon, ktoś coś i prasowanie znowu musi poczekać. Mamo, siku, pić, jeść, pobaw się ze mną…! Zaczynam prasować i dziękuję losowi za żelazko parowe, bo standardowym prasowałabym całymi dniami, co chwila przerywając i nigdy nie kończąc.
12.30 W końcu prasowanie mam za sobą. Idziemy na podwórko! Zrobiłabym zakupy, ale moje dziecko na zakupach się nudzi, poza tym ledwo już chodzę, więc daleko bym nie zaszła, a o powrocie nie wspomnę. Odpuszczam zakupy. Ruszamy na ogródki działkowe, które mamy dosłownie „za rogiem”. Wszystko zalane, ale Oli tak sobie upodobał bieganie po błocie i wrzucanie kamyków, patyków itp. do wody, że nie sposób odmówić mu tak dobrej zabawy. Brniemy więc w błocie przez kolejne alejki. Na 10 dni przed porodem jest to nie lada wyczyn, uwierzcie mi.
13.30 Wracamy do domu. Moje dziecko nadal biega jak szalone jakby dopiero wybiegło z domu. Ja ledwo bujam się niczym pingwin. Wróciliśmy. Rozwieszam kolejne pranie. Na suszarkach oczywiście się już nie mieści, więc rozwieszam je na kaloryferach, krzesłach, łóżeczku czekającym na Maleństwo – po prostu, gdzie się da. Teraz tylko brakuje odwiedzin niezapowiedzianych gości…
15.00 Obiad. Z kotletami Oli radzi sobie bezproblemowo, tylko buraczki mu uciekają, więc moja porcja czeka i stygnie, a ja wspieram go w gonitwie za jego ulubionym dodatkiem do mięsa. Zjadł, w końcu. Żeby móc zjeść obiad pozwalam mu na bajkę. Obiad jest już chłodny, ale nie zimny. Poza tym mogę jeść powoli, bo bajka zajmie 3-latka na dobry kwadrans.
16.00 Mamo, zbuduj mi kolejkę! Już prawie skończyłam i wtedy słyszę: Mamo, chcę farby! Poczekaj, najpierw sprzątamy kolejkę, a potem będzie malowanie. Zaczyna się licytacja – Synku posprzątaj. Mamo, pomóż mi. Umiesz sam, dasz radę. Udało się! Kolejka posprzątana.
18.30 Mamo, mogę film? Możesz synku, bo ja już ledwo funkcjonuję i muszę poleżeć trochę w wannie w ciepłej wodzie. Najpierw jednak znowu sprzątam, układam, przenoszę i porządkuję. W końcu lepiej śpi się w „ogarniętym” domu. Dziecko nadal ogląda bajkę, a ja w końcu leżę w wannie.
19.30 Po pół godziny wyłącza sam bajkę i gasi światło. Pora na kąpiel. Do tego nigdy nie trzeba go namawiać. Zabawa w wodzie to coś czego nigdy nie przepuści. Nie licząc mycia głowy, o które zawsze jest walka. Na szczęście mamy już swoją wypracowaną metodę płukania głowy, więc cały zabieg odbywa się bez łez, proszenia i namawiania. Idziemy spać. Teraz pora na przytulanie, głaskanie i trzymanie za rękę. Odkąd Oli nie śpi w dzień nie trwa to długo i zasypianie trwa około 10 minut.
20.10 Dziecko zasypia, a ja staram się podnieść z podłogi z wielkim brzuchem. Po cichu, żeby przypadkiem nie obudzić pierworodnego. Jedyne o czym myślę, to położyć się i zasnąć. Kładę się, ale budzi się moja zgaga, ból kręgosłupa i spojenia, więc sen musi jeszcze poczekać…

Siedzenie w domu to nie wakacje, relaks w spa czy nic nie robienie. Siedzenie w domu z dziećmi to walka z czasem, przeciwnościami i ograniczeniami. Siedzenie matki w domu to praca, za którą nikt nie płaci. Praca, którą zauważają i doceniają nieliczni.

Matka, która siedzi w domu nie ma czasu na zastanawianie się co ma teraz zrobić. Lista rzeczy do zrobienia jest kilometrowa i nigdy nie udaje się jej wykonać w 100%. Matka nie choruje, bo nie ma kiedy. Matka nawet jak narzeka to i tak robi wszystko bez względu na zmęczenie, niemoc czy stan graniczący z depresją. Matka nie śpi w nocy wstając do dzieci a rano wstaje i zasuwa na pełnych obrotach. Matka najpierw martwi się i zadba o domowników a potem pomyśli co mogłaby zrobić dla siebie. Na to ostatnie niestety brakuje jej już czasu, siły i pomysłów.

Urlop macierzyński nie ma nic wspólnego z urlopem. Ten kto wymyślił to określenie nigdy nie był matką. Bycie matką to praca na pełen, 24-godzinny, etat aż do śmierci. Praca zawodowa jest tylko jednym z elementów życia matki, a nawet jeśli jej nie ma to i tak matka na brak zajęć, obowiązków czy zmartwień nigdy nie może narzekać.

Nie uważam, żeby moje dni były ciężkie, męczące czy wręcz straszne. Jestem mamą i dobrze mi z tym. Owszem czasem sobie ponarzekam, ale nigdy nie chciałabym cofnąć czasu. Już „za chwilę” zostanę mamą po raz drugi. Nie przeszkodzi mi to być szczęśliwą, napisać doktoratu i zrealizować zaplanowanej ścieżki zawodowej. Bycie mamą to zaszczyt. Nie należy do najłatwiejszych roli, ale daje dużo satysfakcji spełnienia. Nigdy jednak nie będę milczeć słysząc opinie jak to matki tylko leżą i pachną siedząc z dziećmi w domach. Nigdy nie pozwolę na umniejszanie roli matek, które decydują się zająć domem i dziećmi, porzucając karierę.

Staram się być dobrą mamą. Kocham moje dzieci i wiem, że na dwójce pewnie się jeszcze nie skończy. Owszem brakuje mi odpoczynku i wolnego czasu. Jednak coraz lepiej umiem się zorganizować i potrafię coraz częściej znaleźć chwilę wytchnienia w codziennym napiętym grafiku.

Bycie matką to naprawdę ciężka praca. Jednak jest to niezwykła praca, która uskrzydla, daje szczęście, radość i satysfakcję. Każdego dnia dziękuję, że mogę być mamą. Moje dzieci są moją siłą napędową. Dzięki nim wiem, że mogę przenosić góry i nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Bycie mamą to praca, za którą dziękuje się do końca swoich dni i z której nie zrezygnuje się nigdy.

Ten wpis jest częścią akcji „Mama w domu – nie leży i nie pachnie, tylko pracuje”, więcej o niej przeczytacie poniżej. Dziękuję Wam za czas i uwagę, które poświęciliście czytając ten dość prywatny tekst.

„Mama w domu – nie leży i nie pachnie, tylko pracuje!” to tytuł akcji, której pomysłodawczynią jest Aneta z bloga www.mama-dwojki.pl. Dlaczego akurat taki jest tytuł akcji i jak powstał? Wszystko zaczęło się od tego, że Aneta przeczytała wpis, na blogu Beaty z bloga www.arbuziaki.pl (klikając w ten link będziecie mogli przeczytać wpis, od którego wszystko się zaczęło). Wywołał on wiele emocji wśród czytelniczek i matek. Nic dziwnego – koniecznie go przeczytajcie!

Ten wpis stał się dla Anety inspiracją. Pomyślała, że fajnie będzie przeczytać o tym jak inne matki, zmagają się z codziennością. Poczuć, że inne mają podobnie, a tym samym uświadomić całej reszcie społeczeństwa, że my mamy, które siedzimy w domu, także wykonujemy pewny rodzaj pracy. Pracy, za którą nam nikt nie płaci. Tylko postrzega przez pryzmat powiedzenia ” Leżę i pachnę”

Aneta postanowiła zaprosić do akcji wraz z Beatą, kilka mam blogerek, w tym mnie, aby każda z nich napisała swoją ” kartkę z kalendarza”. Oto mamy i ich blogi, które biorą udział w akcji:

Mama Migotka
Młoda mama pisze
Beztroska Mama
Mama po 30tce
Jaśkowe Klimaty
Oliwia testuje
Kobieca myślodsiewnia
Tosia mama
Mamatywna
Pani Domowa
Matka bez kitu
Lady Mamma
Nowa w wielkim mieście
Mama Balbinka
Oli Loli New life

  • Jako matka dwójki dzieci na pełnych obrotach i pracy zmianowej, bez pomocy ze strony najbliższej rodziny, biję się w piersi i tylko kiwam nóżką.. yyy… główką

  • O jeju, jak tylko zobaczyłam tą piątą rano, to już mnie coś skręciło w środku! Mnie na samą siebie często czasu brakuje, a co gdybym miała jeszcze całą rodzinę na głowie. Wszystkiego dobrego, długiej doby i dużo czasu dla siebie! 🙂

  • Pełen dzień emocji! Mamy łatwo nie mają 🙂

  • A potem jak już dzieci zaczynają przesypiać w miarę noc, człowiek sobie funduje szczeniaka 😉 I pobudki co 3h zaczynają się od nowa (tylko trudniej zimą na dwór w środku nocy wyjść 😉 ).

  • Bardzo fajna akcja! Lubię czytać tego typu wpisy 🙂

  • 5.00 rano…pewno jutro i mnie to czeka. Ale zaraz…w weekend zmiana czasu? Tzn. dzieci moje będą wstawać o 6.00 a nie 5.00…dobrze kombinuję?;D

  • Kiedy to wszystko tylko sobie wyobrażam, już jestem zmęczona. :p

  • Dziękuję 🙂

  • Kurde, jesteś w ciąży i masz jeszcze małe dziecko – podwójny wysiłek. Bardzo dobre wnioski napisałaś, podpisuje się pod nimi obiema rękami. W kilku wpisaj tej akcji brakowało mi czegoś, co u ciebie znalazłam „Bycie matką to naprawdę ciężka praca. Jednak jest to niezwykła praca, która uskrzydla, daje szczęście, radość i satysfakcję. Każdego dnia dziękuję, że mogę być mamą. Moje dzieci są moją siłą napędową. Dzięki nim wiem, że mogę przenosić góry i nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Bycie mamą to praca, za którą dziękuje się do końca swoich dni i z której nie zrezygnuje się nigdy.” Świetnie to określiłaś w kilku zdaniach!
    Świetna akcja, w której miałam też szczęście uczestniczyć. Oby więcej takich wpisów 🙂