Drugi wpis z cyklu ze sporym opóźnieniem. Jednak działo się sporo, więc nie chciałam ominąć tego wpisu. Październik minął nam niezwykle szybko. Za chwilę święta. Czas pędzi jak szalony. Jednak nie chciałam pominąć tego miesiąca, bo tak wiele się w nim wydarzyło.

Dawno, dawno temu prowadziłam na blogu projekt 52 i co tydzień za pomocą słów i zdjęć dzieliłam się z wami naszą codziennością i ciekawymi wydarzeniami. Lubiliście te moje opowieści, a ja lubiłam kontakt z wami. Dzięki dziesiątkom waszych komentarzy mogłam was lepiej poznać i sprawiało mi to wiele frajdy. Pora więc wrócić do starych dobrych nawyków. Dzieci na stanie już nie jedno a dwoje, więc co tydzień na pewno nie dam rady, ale raz w miesiącu chętnie pokażę Wam kilka urywków z naszego życia.

Co miesiąc, więc będę Wam pokazywała ciekawe miejsca, przedmioty, dania i wiele innych elementów naszej codzienności.

Budowa

Na budowie cisza i spokój. Nie pojawiło się w mieszkaniu nic nowego. Plany są ale są również priorytety. Skupiamy się na wychodzeniu z wszelkiego rodzaju chorób i spłacaniu kredytów. Kolejny etap budowy to będzie już naprawdę duże przedsięwzięcie!

Oluś

Październik nie oszczędzał nas z przeziębieniami. Oli chodził więc znowu w kratkę do przedszkola. Bywają jeszcze trudne poranki i rozstania. Jednak kiedy po powrocie z przedszkola na pytanie: „Jak było?” odpowiada: „Świetnie!”, to wiem, że pomimo trudnych rozstań kontakt z dziećmi jest dla niego niezwykle ważny i potrzebny.

Na spacery chodziliśmy sporadycznie. Padało co i rusz, a poza tym chciałam żeby chłopcy w końcu wyzdrowieli. Szkoda, że wszyscy tak bardzo lubimy spędzać czas poza domem. Złapaliśmy jednak kilka wyjątkowych dni.
Pewnego dnia po obiedzie wyruszyliśmy na zachód słońca nad Śniardwy. Było po prostu pięknie!

Wracając do domu podziwialiśmy mgłę.

Innym razem wybraliśmy się do Ełku. Oli bawił się z animatorami w małpim gaju a my z Franiem fuszyliśmy na spacer i małe co nieco.

Nie zabrakło również zachodu słońca w jednym z naszych ulubionych miejsc – Małym Wiartlu.

Podróże

W październiku było kilka ciekawych wyjazdów! Razem z Franiem wyruszyliśmy na warsztaty baristyczne do Warszawy, organizowane przez dobrze mi znaną Inkę. Ta kawa zbożowa, to smak dzieciństwa, który towarzyszy mi do dziś. Tak, zwykłą czarną kawę piję dość sporadycznie. Za to Inkę prawie codziennie. Babcia nauczyła mnie ją pić lata temu. Zresztą sama pije ją do dzś.
Warsztaty baristyczne to było ciekawe i nowe doświadczenie, a także rewelacyjna zabawa!

Na tym się nie skończyło! Od dawna mieliśmy zaproszenie do jednego z naszych ulubionych wydawnictw – wydawnictwa Zielona Sowa. Centrum warszawy, wieżowiec korporacyjny, a w nim piękne, kolorowe miejsce i sztab ludzi, którzy tworzą przepiękne publikacje dla dzieci. Po raz pierwszy miałam okazję zobaczyć wydawnictwo „od kuchni”. To było bardzo pozytywne przeżycie. Zobaczcie jak tam jest cudnie.

Franio

3 października Franio skończył 6 miesięcy. Rozszerzanie diety trwa nadal. Na szczęście alergie pokarmowe nas nie dotyczą i Franio bardzo chętnie poznaje nowe smaki.

Nie brakuje nowych osiągnięć i umiejętności. Franio uczy się samodzielnie siadać i siedzi już dłuższą chwilę stabilnie. Interesuje go po prostu wszystko! Szczególnie firanki, wszelkie kable i elektronika. Najprostsze zabawki typu łyżka, miska lub kubek są na topie. Jednak nie brakuje mu zainteresowania również typowymi zabawkami jak grzechotki, gryzaki, autka, pozytywki itp. Szykuję dla was wpisy z hitami zabawkowymi dla maluszków. Niebawem pojawi się ona na blogu.

Rozmiarowo jesteśmy nadal na etapie 80/86. O gondoli na spacerach już dawno zapomnieliśmy. Teraz Franio jeździ już tylko w spacerówce. Jeszcze trochę a czeka nas zmiana fotelika do samochodu. Ten czas zdecydowanie zbyt szybko ucieka.

W chuście ostatnio chodzimy sporadycznie. Franio coraz chętniej się bawi sam w domu, a deszczowa pogoda nie zachęca do spacerów bez wózka.

Kuchnia

Piekłam trochę przysmaków ale aż wstyd się przyznać nie zrobiłam żadnych zdjęć. Zajadaliśmy się pysznymi zawijanymi bułkami cynamonowymi, gulszem cygańskim i domową szarlotką. Mniam!

Mama

Wspomniałam wam ostatnio o moim problemie – ogromnej ilości wypadających włosów po ciąży i porodzie. Jest już o niebo lepiej! Kuracja od Mediceuticals zrobiła swoje i niedługo będziecie mogli przeczytać na blogu moją recenzję.

Nie mam ostatnio na nic czasu. Dzień za dniem mija mi tak szybko, że ani się obejrzę a mija kolejny miesiąc. Nie wiem jak wam ale mi życie ucieka obecnie przez palce.

Dostaliśmy również miłą niespodziankę od Bobovita, po której nie ma już śladu. Dziękujemy!

To by było na tyle. Rozpisałam się jak zwykle. Tak jak na żywo jestem straszną gadułą, tak tez i tutaj tematów do rozmowy z wami nigdy mi nie brakuje. Do zobaczenia za miesiąc!

  • widoki podobnie, ale warsztatów z Inką zazdroszczę

  • Daria Jóźwicka

    Wspaniałe chwile. Najważniejsze to czerpać radość nawet że spaceru

  • Macdzia

    Tej Inki bardzo Ci zazdroszczę 😉